Dokarmianie dzikich zwierząt – kiedy pomaga, a kiedy szkodzi?
Zima w Polsce potrafi być wymagająca. Utrzymująca się pokrywa śnieżna, mróz i zamarznięta gleba sprawiają, że wiele osób wystawia jedzenie, chcąc „pomóc” dzikim zwierzętom. Widok śniegu i skutej lodem wody łatwo prowadzi do myśli, że zwierzęta sobie nie poradzą. Jednak przyroda często funkcjonuje inaczej niż podpowiada nam intuicja.
Z punktu widzenia biologii zima nie jest anomalią, lecz stałym elementem cyklu przyrodniczego. Dzikie zwierzęta od tysięcy lat funkcjonują w warunkach mrozu i śniegu, a ich strategie przetrwania są precyzyjnie do tego dostosowane. Lisy i borsuki korzystają z nor, których wejścia przysypane śniegiem tworzą naturalną izolację. Sowy stroszą pióra, zatrzymując warstwę ciepłego powietrza przy ciele. Sarny i jelenie ograniczają aktywność, by oszczędzać energię, a jeże zapadają w sen zimowy. Wiewiórki żyją z zapasów zgromadzonych jesienią i rzadziej opuszczają dziuple, a ptaki wodne koncentrują się tam, gdzie woda pozostaje choć częściowo otwarta.
Dlaczego intuicyjna pomoc bywa szkodliwa
To oznacza jedno: sama zima nie jest wystarczającym powodem do dokarmiania większości dzikich zwierząt.
Najwięcej szkód przynosi dokarmianie dużych ssaków – saren, jeleni czy dzików – w lasach, parkach i na obrzeżach miast. Regularne wykładanie jedzenia zmienia ich naturalne zachowania, uczy zależności od człowieka i prowadzi do koncentracji zwierząt w jednym miejscu. W efekcie rośnie ryzyko chorób, konfliktów z ludźmi oraz kolizji drogowych. Działanie, które z ludzkiej perspektywy wygląda jak ratunek, w dłuższej perspektywie może realnie pogarszać sytuację tych zwierząt.
Resztki jedzenia i nieoczywiste konsekwencje
Szczególnie problematyczne są resztki jedzenia wyrzucane „dla zwierząt” w przestrzeni publicznej lub na skrajach lasów. Chleb, ugotowane potrawy czy odpady kuchenne nie tylko nie odpowiadają potrzebom dzikich gatunków, ale też przyciągają inne zwierzęta, które doskonale potrafią wykorzystywać łatwo dostępne źródła pokarmu.
Wśród nich są również szczury wolno żyjące – inteligentne, wszystkożerne ssaki, które bardzo szybko lokalizują miejsca z niezabezpieczonym jedzeniem. Tam, gdzie pojawiają się resztki, rośnie ich liczebność, co często prowadzi do napięć społecznych i pochopnych, brutalnych działań deratyzacyjnych, o czym wspominamy w raporcie. W praktyce więc nieprzemyślane dokarmianie jednych zwierząt może pośrednio pogarszać los innych.
Pomagajmy zapewniając spokój
Jeśli mamy potrzebę niesienia pomocy zwierzętom zimą, najczęściej najlepszym wyborem nie jest dokarmianie, lecz... ograniczenie naszej obecności. Zimą każde spłoszenie zwierzęcia oznacza utratę cennej energii. Dlatego warto nie wjeżdżać do lasu samochodem, nie puszczać psów luzem oraz unikać spacerów w pobliżu miejsc odosobnionych, gdzie dzikie zwierzęta odpoczywają i regenerują siły. Cisza, spokój i dystans to w tym okresie realna forma pomocy, która nie zaburza naturalnych strategii przetrwania.
Kiedy pomoc ma sens – perspektywa naukowa
Są jednak sytuacje, w których wsparcie człowieka jest uzasadnione i rekomendowane przez naukowców i naukowczynie, między innymi z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Dotyczy to przede wszystkim ptaków, zwłaszcza podczas długotrwałych mrozów i zalegającej pokrywy śnieżnej.
Warunkiem jest jednak odpowiedzialność. Karmniki powinny być regularnie czyszczone, uzupełniane i przeznaczone wyłącznie dla ptaków. Pokarm musi być właściwy – ziarna, niesolony słonecznik, owoce czy kule tłuszczowe bez plastikowych elementów, które stanowią zagrożenie - ptak mógłby się w nie zaplątać lub zjeść.
Choć powszechnie się już o tym mówi, podkreślamy jasno – nie należy dokarmiać ptaków chlebem ani resztkami jedzenia. To dla nich bardzo szkodliwe i może prowadzić do deformacji skrzydeł.
Zimą, przy długotrwałych mrozach, niekiedy trudniej o dostęp do wody niż do pokarmu. Dlatego jeśli widzisz zamarznięte poidełko dla ptaków opróżnij je i uzupełnij świeżą, niezbyt zimną wodą. To będzie dla nich realna pomoc, czasem cenniejsza niż dokarmianie.
Naturalne schronienia zamiast misek z jedzeniem
Pomocą, o której mówi się zbyt rzadko, jest pozostawienie przestrzeni „nieuporządkowanej”. Sterty liści, gałęzie, krzewy, stare dziuple i zakamarki ogrodów to naturalne schronienia dla wielu gatunków – od owadów, przez drobne ssaki, po jeże. Zimą takie miejsca są często ważniejsze niż dodatkowe źródło pożywienia.
Najlepszym wsparciem dla dzikich zwierząt jest nienaruszanie ich naturalnego rytmu życia. Zima uczy ciszy, oszczędzania energii i korzystania ze schronień. Każda niepotrzebna ingerencja, hałas czy płoszenie może kosztować zwierzę więcej niż nam się wydaje.
Pomaganie ma sens tylko wtedy, gdy jest oparte na wiedzy. Czasem największym aktem troski jest… pozwolić naturze działać po swojemu.

